13 lutego 2013

Trylogia: Władca Pierścieni Sesji

Kochane moje Czytelniczki (i Czytelnicy jeśli są)! 


Spieszę wyjaśnić Wam przyczyny mojej tak długiej nieobecności, za którą bardzo przepraszam. Już miałam plan wstąpić do klasztoru i jechać na misję do Sudanu uczyć dzieciaczki angielskiego, ale nastąpił cud i jednak udało mi się zdać sesję, więc wracam do Was! Same mam nadzieję zrozumiecie, po przeczytaniu mojej przygody z Systemem, którą opisałabym w trylogii. Jest we mnie coś z poetyckiej duszy i lubię pisać, chociaż kiedyś nie znosiłam. 



Episode 1: Drużyna Studentów

Jak wiadomo w grupie siła. Moje przygotowania do jednej wojny były jak zwykle w Drużynie Studentów Utrudzonych Walką z Systemem, a do drugiej były samodzielne. Jak do tej pory zawsze udawało mi się znaleźć tą dobrą duszę, która poda w krytycznym momencie pomocną dłoń i uratuje mnie od klęski. Tak też i było tym razem. Bez Drużyny to ja bym daleko nie zaszła, a do Mordoru już na pewno nie. 

Episode 2: Dwa wieżowce

Wynik mojej wojny z Systemem Eliminacji Studentów (który) Jest Aktywny to jak na razie 4:3 i 8:2. W obu przypadkach wygrywam. W pierwszym przypadku jednak dążę do wyniku 4:2, który da mi pewne zwycięstwo nad tymi wszystkimi trollami, orkami i innymi ohydztwami. 


Episode 3: Powrót bohaterki

Jutro w święto zwane "Walę w tynki" mam przeprawę z dziekanem, czyli Sauronem, a w poniedziałek prawdopodobnie ostateczna bitwa, w której zamierzam odnieść zwycięstwo, czyli wrzucę Pierścień Sesji do otchłani Góry Przeznaczenia. W drugim przypadku walka nastąpi dopiero w marcu i dążę do niekwestionowanej wiktorii 10:0. A potem aż do następnej wojny z Systemem, w której trzeba będzie zniszczyć kolejny Pierścień Sesji, będzie mnie tu dużo i więcej.

The end.

Wracam! Tęskniłyście? Bo ja baaardzo. Tak bardzo, że pomimo zabiegania wpadałam na Wasze blogi trochę poczytać. Bez komentarzy, bo bez, ale coś tam widziałam, co się u Was dzieje. Będzie mnie tu więcej od poniedziałku, bo na razie jeszcze ostatnia przeprawa, ale już zapowiadam. ;) 

Co mam w planach? Szybki skrót. 

W końcu napiszę recenzję z Carmexem w roli głównej. Odkryłam jego pewne magiczne działanie, które mnie zachwyciło, ale nie zdradzam na razie szczegółów. 
Nadrobię projekt Joanny Kolory tęczy. Z góry przepraszam, ale prawdopodobnie trochę mi to zajmie i wszystkiego na raz nie zrobię. Powolutku jednak nadgonię. 
Obiecałam komuś tutorial do mojego makijażu bellydancer
Będzie też recenzja najnowszego tuszu Astor BB Curved i bazy ArtDeco. 
Na koniec tutorial makijażu gwiazd ze szkolenia z wizażystą ArtDeco, na które zabrała mnie Milena

Domi.

5 komentarzy:

  1. Gratulacje zdanych egzaminów! :) Czekam na recenzję Carmexów, ciekawa jestem do czego jeszcze można ich użyć, bo już od dłuższego czasu myślę nadpowrotem do nich :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nareeeeszcie wróciszz :) strasznie doczekać się nie moge ;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja tez się stęskniłam za Tobą- zresztą już Co o tym powiedziałam w Wawie na szkoleniu :) czasem jak ludź do ludzia się przyzwyczai to potem brakuje czegoś nawet w postaci małego komentarza :)
    Wracaj wracaj :) ja tez powoli ogarniam bloga i się zaczytuję w lekturze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie czekam na kolejne posty oraz makijaze , jestem ich bardzo ale to bardzo ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam częściej!

Na wszelkie pytania odpowiadam pod komentarzem.

Pamiętaj, że to nie jest miejsce na reklamę. Komentarze z reklamami automatycznie trafią do spamu.