2 marca 2013

Historia mojej walki z niedoskonałościami cery

Kochane moje Czytelniczki! 


Wybaczcie mi proszę, że mnie tu prawie nie ma znowu. Jestem tak zabiegana jak moja blogerska bliźniaczka Joanna lub nawet lepiej. Prawie mnie nie ma w domu, a jak jestem to po to, żeby jednak na trochę pójść spać. Mam nadzieję, że to się za jakiś czas zmieni, bo mnie to naprawdę męczy. Ogólnie słaba ze mnie kobietka i lubię żyć wolniej, czego aktualnie nie mam i naprawdę tęsknię za lenistwem przy blogerze. 

Postanowiłam troszkę się naprodukować, chociaż i tak większość to oleje i nawet się na temat nie wypowie, co miało miejsce w poprzednim poście. Wiecie, to jest tak, że ja się staram coś mądrego tu pisać, a jak przeczytałam komentarze, które się totalnie nie odniosły do tego, o co pytałam, to mnie to trochę dobiło. Nie no, faktycznie nie były całkiem nie w temacie, ale i tak odniosłam wrażenie, że mojego posta o Carmexach nie przeczytał nikt. 

Dziś mam coś dla tych walczących z niedoskonałościami cery. Zapraszam zainteresowane! 




Nie chwalę się moimi problemami z cerą i możliwe, że nawet tego nie zauważyłyście, bo umiem je zatuszować na zdjęciach. Jednak faktem jest, że niestety od wielu lat się z nimi borykam. Właściwie mówienie o nich mnie krępuje, ale chciałam w ramach odkupienia moich pewnych strasznych win spełnić dobry uczynek i poradzić coś dla tych, co również ciągle walczą o lepszą cerę. 

Historia mojej walki z niedoskonałościami jest dość długa. Przeszłam przez PRAWIE wszystko. Dermatologów, którzy niestety za wiele nie zdziałali, ginekologa, który zapewnił mi jakieś tam nawet przyzwoite efekty, że przestałam się tak bardzo wstydzić swojej twarzy, aż w końcu postanowiłam zaufać kosmetologii. 

Te z Was, które chodzą do dermatologów, to pewnie słyszały nie raz, że kosmetyczka nie, że źle, że pogorszy, że tylko wystarczy magiczny krem i wszystko będzie dobrze. G* prawda! Lekarze są tak zapatrzeni w swoją dziedzinę medycyny, że aż odbieram to tak, że mają klapki na oczach, ale mniejsza o to, bo to nie post o niekompetencji lekarzy. Generalnie z tego co pamiętam, to stosowałam Differin, Benzacne, Zineryt, Epiduo i jeszcze kilka specyfików. Differin efekty dał krótkotrwałe i niezauważalne. Benzacne dał całkiem przyzwoite, ale wysuszał mi nadmiernie twarz. Epiduo jakoś też bez rewelacji. Zineryt był z tego wszystkiego najlepszy. 

W pewnym momencie trafiłam na panią dermatolog, która włączyła mi do leczenia antybiotyk doustny Tetralysal. W końcu coś się zaczęło poprawiać i było całkiem dobrze. Brałam go maksymalnie długo i po odstawieniu zaczęły mi te problemy wracać. Wtedy też poszłam do ginekologa i na hormonach udało mi się poprawić trochę stan mojej cery i jakoś go utrzymać. Hormony są jednak mniej szkodliwe od antybiotyków, ale wiem, że niektóre z Was mogą mieć obiekcje, dlatego nie będę ich polecać. 

Moim ostatecznym wyjściem, które proponowała mi dermatolog, miała być terapia izotretynoiną, na którą się z mojego tchórzostwa nie zdecydowałam, bo jednak ma ona swoje skutki uboczne. Konieczne przy niej byłoby i tak branie antykoncepcji, nawet przy bierności seksualnej. Do tego należy tą terapię przechodzić zimą, kiedy jest ograniczone słońce. Podobno skóra może się przesuszać, a nawet płatami złuszczać, czyli ogólnie średnio przyjemne rewelacje. Mam znajomą, która przez tą terapię przeszła i jej działanie jest naprawdę ogromne, bo efekty ma naprawdę bardzo dobre i chyba całkiem się pozbyła problemów z cerą. 

Ostatnio spytałam kosmetyczkę, co by mi poradziła na moje problemy. Zaproponowała mi peeling kawitacyjny oraz serię zabiegów stężonym w 40% kwasem migdałowym. Stwierdziłam, że czemu nie, że może w końcu mi to pomoże. Zastanawiałam się nad mikrodermabrazją, ale jak poczytałam trochę o kwasie, to się jednak na to zdecydowałam. 

Sam peeling kawitacyjny już okazał się mieć dobry wpływ na moją twarz. Fajnie mi oczyścił skórę ze wszystkich zaskórników. Podczas zabiegu korzysta się z ultradźwięków i konieczne jest aby iść do kosmetyczki bez żadnych metalowych części przy sobie. Ogólnie było średnio przyjemnie, bo jednak momentami trochę punktowo boli, ale i tak jest to dużo lepsza metoda oczyszczania od manualnego. Nie polecam manualnego oczyszczania! Też przez to kiedyś przechodziłam i to tylko roznosi trądzik na kolejne partie twarzy. 

Przez tydzień po zabiegu moja cera się nadal po tym zabiegu oczyszczała i pojawiały się pewne niespodzianki, z którymi radziłam sobie olejkiem herbacianym z The Body Shop, który z ręką na sercu polecam. Po dwóch tygodniach poszłam na zabieg z kwasem. 

Samo leżenie z kwasem migdałowym na twarzy było nieprzyjemne, bo troszkę piekł, ale umiarkowanie. Dlatego ważne jest aby podczas tego etapu być w kontakcie z kosmetyczką. Niepożądane jest nadmierne pieczenie i trzeba o nim kosmetyczkę powiadomić, aby mogła mu zaradzić. Z samym kwasem leżałam chyba kilka minut, podczas których miał on dotrzeć do głębokich partii skóry. Następnym etapem było neutralizowanie i łagodzenie, które już nie powodowało nic nieprzyjemnego. Z gabinetu wyszłam w stanie w jakim przyszłam, bez żadnych podrażnień. Magia! No może tylko trochę miałam ściągniętą skórę, po masce łagodzącej. 

Aktualnie jestem tydzień po tym zabiegu i już widzę pozytywne zmiany. Nie wyskakują mi nowe niespodzianki, a przebarwienia z dnia na dzień bledną. Co prawda trochę mi się łuszczy skóra na nosie, ale to normalne. Czasami też skóra się gdzieniegdzie przesuszy, ale bez tragedii. Warto wspomnieć, że po kwasie migdałowym następuje co najwyżej łuszczenie drobnopłatkowe, niewidoczne dla osób trzecich. Bardzo ważne jest też, aby przed wyjściem z domu stosować krem z filtrem, co najmniej SPF 20. Dlatego też, nie stosuje się kwasu migdałowego w lato. 

Czeka mnie jeszcze jeden zabieg w tym miesiącu za jakieś 3 tygodnie. Jestem bardzo dobrej myśli, zważywszy na efekt jaki już widzę. Może będę mogła wrócić do mojego ulubionego kremu BB ze SkinFood  i zrezygnować z ciężkich podkładów kryjących, nie czując kompleksów, że mam fatalną cerę. 

Na dzień dzisiejszy mogę polecić zabiegi kwasem migdałowym. Efekty są naprawdę obiecujące i liczę na to, że będzie jeszcze lepiej, o czym mam nadzieję, że będę mogła Wam napisać po skończonej serii. Zdaję sobie sprawę, że to są dość spore koszty, bo za jeden taki zabieg wydałam 180zł, ale czasami warto zainwestować w lepszą siebie. Dla tych, które chciałyby działanie kwasu wypróbować, ale może niekoniecznie u kosmetyczki udało mi się wynaleźć krem Pharmaceris z kawesem migdałowym 5% lub 10% i chciałam się spytać czy może któraś z Was go stosowała? Może mogłaby się podzielić z nami opinią i powiedzieć jakie efekty daje? 

Tym z Was, które też marzą o lepszej cerze, chciałam powiedzieć, żeby się nie poddawały. Może coś z mojej historii Wam pomoże. Może czymś Was zainspiruję i może dzięki mnie odkryjecie coś nowego co okaże się mieć dla Was zbawienne działanie. Pamiętajcie, że warto walczyć o własny komfort przede wszystkim! Lepsza cera na pewno zapewni lepsze samopoczucie, a przynajmniej mogę powiedzieć, że na mnie się to sprawdza. 

Mam nadzieję, że ktokolwiek dotarł do końca historii i że nie zanudziłam Was na śmierć, ale bardzo chciałam się tym wszystkim z Wami podzielić, po cichu licząc, że komuś tak mogę pomóc.

Domi.

14 komentarzy:

  1. Przeczytałam całość ;) Nawet wzmiankę o braku czytania ze zrozumieniem poprzedniej notki. Tak często bywa, ludzie wpadają, chwytają temat, komentują dla komentowania i lecą dalej, licząc na odwdzięczanie się. Bywa i tego się nie zmieni.
    Co do samej notki - wiem, że to osobisty wywód, ale mam jedną uwagę. Piszesz o problemach z cerą, jednak dla każdego problemy z cerą obrazują się inaczej i tak na prawdę nie wiem, do walki z jakimi problemami polecasz wszystkie zabiegi. Czy to trądzik zwykły, różowaty, pojedyncze wypryski, zaskórniki. Po prostu dla każdego poważne problemy mogą wyglądać inaczej i warto wiedzieć, z jakim wyjściowym stanem się zmagałaś - chociaż po krótce i bez szczegółów :)

    Ja skorzystałam z tej notki, ponieważ od jakiegoś czasu borykam się z problemami skórnymi. Wszystko zaczęło się od odstawienia hormonów, pojawił się wysyp na plecach, na początku delikatny. Na brodzie wyskakiwały niespodzianki, co ma wydźwięk typowo hormonalny.
    Jakieś dwa, trzy tygodnie temu nagle wszystko się pogorszyło - delikatny wysyp na plecach przekształcił się w trądzik, który wchodzi powoli na dekolt, brodę mam w zaskórnikach, na twarzy wyskakuje więcej niespodzianek. W dodatku dopadła mnie jakaś alergia skórna. Zmęczona tym wszystkim udałam się dermatologa. Pierwszy raz w życiu. Moim zdaniem powinnam na początku iść na badania hormonów, bo to z niczego się nie wzięło, no ale na razie dermatolog przepisał mi całą masę leków, w tym antybiotyk Aknemycin. Ciężko mi jeszcze ocenić efekty, o ile dekolt się poprawił, to plecy wyglądają gorzej, a twarz w ogóle wariuje. Przede mną jeszcze pewnie przynajmniej kilkutygodniowa walka, mam nadzieję, że wszystko wróci do normy.

    Tego życzę i Tobie - oby zabiegi przyniosły rezultaty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak. faktycznie mogłam wspomnieć. był to raczej trądzik pospolity, więc nie było o czym pisać za bardzo. :)

      ja się na temat dermatologów już wypowiedziałam. mam jednak nadzieję, że Tobie pomogą. życzę Tobie również powodzenia!

      ja staram się chociaż pobieżnie czytać zawsze nawet jak mam mało czasu i jakoś nawiązać. szanuję pracę innych i fajnie by było jakby też szanowali moją.

      Usuń
  2. ja takze przevzytałam całość;)
    rzeczywiscie na zdj nie widac ze miłąs kiedykolwiek chocbymalutkiego pryszczolka.Moim zdaniem najlepsze jest własnie leczenie i wewn i zewn. Czyli jakies tabletki plus własnie jakies zabiegi z kwasami.Tego Pharmaceruis nie miałam ,ale słyszałam duzo pozytywnych opini o produktach tej firmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo na zdjęciach to jest kryjący podkład i mój retusz późniejszy. nie pokazałabym się ludziom z twarzą, której się wstydzę :P aktualnie jestem na hormonach i włączyłam to leczenie u kosmetyczki, więc ja jestem dobrej myśli :)
      właśnie niedawno też gdzieś czytałam, że niezłe są te pharmaceris. no konkretnie o tym z kwasem czytałam i tak chciałam się dowiedzieć więcej, no ale trudno.

      Usuń
  3. Ja bralam Aknenormin przez 3 miesiace , jest to to samo co Izoteryna, Izotek etc. po 2 miesiacach od zakonczenia kuracji moja skora wraca do stanu z przed kuracji.Nie mialam jakiegos strasznego tradziku ale ilosc zaskornikow mnie dobijala, w trakcie kuracji pory sie oczyscily jednak teraz zaskorniki powrocily wraz ze swieceniem , mam nadzieje ze pryszcze jednak nie wroca ;) Tez mialam 2 podejscia do tego leku ale w koncu zdecydowalam sie zaryzykowac , nie powiem ale teraz boje sie zrobic proby watrobowe, mam nadzieje ze przez te 3 miesiace lek nie zdazyl zdewastowac mnie od srodka -.- Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj to nie dobrze. myślałam, że to już się ostatecznie rozprawia z trądzikiem i że nie wraca tak prędko. kurcze. jednak dobrze, że się nie zdecydowałam w takim razie. tyle stresu i w ogóle i jeszcze mogłoby mi nie pomóc. dzięki za opinię :)

      Usuń
  4. Cieszę się, że wpadłaś na cos co Ci pomogło. Ja raczej nie mam cery z takimi problemami i nigdy nie przechodziłam trądziku ani niczego podobnego, jednak współczułam koleżankom i kolegom, którzy mieli takowe problemy bo wiem, że rodzą się z tego poważne kompleksy.

    co do Carmexów, nic nie pisałam bo ich nie lubie więc doszłam do wniosku, że wolę nic nie pisać niż krytykować- dlatego stąd taka cisza była z mojej strony :)

    Widzę,ze nie dodałaś jeszcze banera od Makijazowych Stylizacji, więc przypominam :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. otóż to. kompleksy mam straszne z tego tytułu. zazdroszczę, że nie miałaś takich problemów. szlachetne, że współczułaś :)
      już dodaję ;)

      Usuń
  5. Przeczytałam wszystko z wywalonym językiem i miałam wrażenie, że czytam notkę o sobie. Niestety też mam przykre doświadczenie z leczeniem trądziku. W moim przypadku pomogła suplementacja belissa cera- może to śmieszne, ale naprawdę mi pomogło. Polecam też kosmetyki z rozmarynem i drzewem herbacianym. Kwasy - super sprawa, kawitacja też. Ja jestem po kilku zabiegach kwasem migdałowym 50% z pH 1,5 i też widze efekty ;)Ciesze się, że o tym napisałaś. Życzę powodzenia w dalszym leczeniu. Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też stosuję takie kosmetyki. właśnie o jednym z nich wspomniałam tam też. generalnie cudowny specyfik! pomaga zaleczać to wszystko.
      dzięki za radę z tą belissą. może dorzucę to sobie też :)
      Tobie też powodzenia i pozdrawiam!

      Usuń
  6. Nie mam takich problemow z cera wiec sie nie wypowiem w tym temacie.Dobrze,ze znalazlas w koncu cos co zaczyna Ci pomagac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zazdroszczę. naprawdę zawsze zazdrościłam tym, którzy nie mają takich problemów :)

      Usuń
  7. Trądziku to nie mam, ale chciałabym coś zrobic z rozszerzonymi porami. W ogóle chciałabym miec taką cerę, aby nie stosowac żadnych podkładów czy BB kremów na co dzień. A Carmex już mam i jakoś mnie nie zachwyca.:(

    OdpowiedzUsuń
  8. będę się bronić :P zabiegana jestem w cholerę (sesję egzaminacyjną ma na dniach) ale o carmex'ach przeczytałam.:P choć ostatnio często bywa tak, że czytam coś i nawet nie komentuję z braku czasu. po prostu lecę dalej... no życie.

    Benzacne i Zineryt jak dla mnie lipa, choć racja- ten drugi lepszy. A na piling kawitacyjny to i ja bym się skusiła.... tylko teraz mi nie potrzeba ;) o dziwo wyleczyłam się zwyczajnym sudocremem, który mój bratanek miał przepisany na egzemę. teraz dwa razy w tygodniu stosuję zwykły peeling gruboziarnisty z perfekty i wszystko gra ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam częściej!

Na wszelkie pytania odpowiadam pod komentarzem.

Pamiętaj, że to nie jest miejsce na reklamę. Komentarze z reklamami automatycznie trafią do spamu.