7 lutego 2016

Recenzja: Tisane balsam do ust

Witajcie! 


Dziś chciałam się z Wami podzielić moim takim małym ponownym odkryciem. Ponownym, bo znałam ten produkt już wcześniej, ale tym razem moje serce podbiła nowa wersja. Mowa oczywiście o słynnych balsamach do ust Tisane, które nieodłącznie towarzyszyły mi tej zimy.


Balsam Tisane faktycznie znałam już wcześniej. Kiedyś mama kupiła mi go w aptece na moje wiecznie spierzchnięte usta. Użyłam go wtedy ze dwa razy, a potem o nim zapomniałam na lata. Aż do tej zimy kiedy w moje łapki wpadł Tisane w formie pomadki. W tym momencie muszę przyznać, że jest to strzał w dziesiątkę. Zdecydowanie wolę taką formę podania, bo aplikacja jest o wiele szybsza i wygodniejsza. Pomadka Tisane tak bardzo mi się spodobała, że przewędrowała ze mną całą zimę w torebce i dzięki niej polubiłam się również ze słoiczkiem.



Balsamy do ust Tisane stały się dla mnie ratunkiem na spierzchnięte usta. Aktualnie nie wyobrażam sobie, żeby mogło mi ich zabraknąć, bo nigdy nie miałam lepiej odżywionych ust. A do tego uwielbiam ten słodki zapach, który kojarzy mi się ze słodkim szczęściem. Pomadka wędruje ze mną w kosmetyczce i umila mi zimowe dni, a słoiczek mieszka obok mojej poduszki i pomaga mi się zrelaksować przed snem. Dla mnie i moich ust chyba duet idealny.

A czy Wy znacie balsamy do ust Tisane?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam częściej!

Na wszelkie pytania odpowiadam pod komentarzem.

Pamiętaj, że to nie jest miejsce na reklamę. Komentarze z reklamami automatycznie trafią do spamu.