30 października 2012

Piękna zima w środku jesieni

Dzisiaj mam dla Was moją najnowszą propozycję makijażu. Zainspirowałam się niespodziewanie wczesnym atakiem zimy w tym roku. Było tak pięknie i kolorowo, aż śnieg wszystko przykrył i ukradł całą jesienną magię... 









Jesień jest na dolnej powiece - cała gama jesiennych barw od złotego po brąz. Kreskę zrobiona czarnym, żelowym eyelinerem przetarłam perłowym zielonym, bo nadal zieleń jest obecna na niektórych roślinkach. Na górną powiekę spadł śnieg i przykrył jesień - perłowa biel, srebro i szarości. Rzęsy troszkę zmroził srebrny tusz. Do tego mocno zaróżowione policzki i naturalne, różowe usta. 

Mając tylko zamysł w głowie nie sądziłam, że tak fajnie mi to wyjdzie. Z finalnego efektu jestem bardzo zadowolona. A Wam jak się podoba? 

Domi. 

29 października 2012

Tajniki makijażu: Technika odwrócona

Dzisiaj zdradzam Wam sekret perfekcyjnie czystego makijażu. Mój artykuł pod pseudonimem Ombre został  dziś opublikowany na portalu Pomaderia. Co prawda redakcja z opóźnieniem publikuje wszystkie materiały, bo wiele Pomaderianek przesyła swoje artykuły na  przeróżne tematy, ale doczekałam się w końcu. 

Na pewno zdarzało się Wam, że cienie się sypały, rozmazywały pod oczami i na policzku, przez co podkład wymagał ponownego nałożenia od podstaw. Straszne marnotrawstwo czasu i kosmetyków. W moim artykule radzę Wam jak można sobie ułatwić wykonywanie makijażu i zdradzam trik często stosowany przez znanych wizażystów takich jak Lisa Eldridge, która maluje gwiazdy. Ten sekret to technika odwrócona...


Dla części z Was może to nic nowego, ale ja się o tym dowiedziałam stosunkowo niedawno i dlatego postanowiłam się tą wiedzą podzielić. Mam nadzieję, że Wam się to przyda i komuś dzięki temu oszczędzę czasu i nerw przy wykonywaniu makijażu przed ważnym wyjściem.

Czy zdarzało Wam się idealnie nałożyć podkład uzyskując idealnie satynowe wykończenie i cały efekt zniszczyć przy wykonywaniu makijażu oczu, bo cienie się obsypały? Mi zdarzało się nie raz, że próbując te cienie wyczyścić, tylko je rozmazałam sobie po całej twarzy. Następnie musiałam zmywać rozmazane cienie razem z podkładem i od nowa go nakładać. Straszna strata czasu! 
Chciałam się  z Wami podzielić sposobem jak takich sytuacji uniknąć. Jest to często stosowany przez wizażystów trik, który naprawdę ułatwia pracę. Nakładanie makijażu staje się przyjemniejsze i dużo mniej stresujące. Nie musimy się martwić, że cienie się mogą posypać, że pobrudzimy sobie nos tuszem czy po prostu kreska wyląduje przypadkowo na policzku zamiast na oku. Wszystko jest dużo precyzyjniej wykonywane bez obaw o wpadki. Dodatkowa zaleta, że później wykończenie jest czyste i perfekcyjne, dzięki czemu czujemy się piękniejsze i pewniejsze swojego wyglądu.
Sekret, który Wam zdradzam to technika odwrócona. Może już o tym słyszałyście, a może nie wszystkie, a może słyszycie pierwszy raz i nie możecie się nadziwić co to za wymysł. Spieszę Wam wyjaśnić, że nie trzeba stawać na głowie, ani wykonywać żadnych akrobacji! Po prostu stosujemy zmienioną kolejność nakładania kosmetyków. Brzmi ciekawie? A do tego jakie to praktyczne!
Zaczynamy od nałożenia kremu nawilżającego oraz kremu pod oczy. Standardowa procedura, którą każda z Was na pewno stosuje przed makijażem. Co następowało potem? Korektor pod oczy i podkład, prawda? 
Jeśli stosujemy technikę odwróconą, to po wchłonięciu się kremów, przystępujemy od razu do makijażu oczu. Wykonujemy makijaż tak intensywny jaki nam się tylko zamarzy, bez żadnych obaw możemy nakładać kolejne warstwy cieni i pozwalamy im się sypać ile im się podoba.
Gdy makijaż oczu jest skończony, przystępujemy do oczyszczenia twarzy. Do strefy wokół oczu używamy patyczków kosmetycznych nasączonych np. wodą micelarną. Resztę twarzy, jeśli potrzeba, czyścimy wacikiem kosmetycznym. 
Następnie nakładamy korektor, podkład, puder, podkreślamy brwi i konturujemy twarz. Uzyskujemy idealne, czyste wykończenie. Wyglądamy świeżo i po prostu pięknie bez żadnych smug na policzkach powstałych przy makijażu oczu. 
Dla mnie to idealna metoda przy wykonywaniu mocniejszych, ostrzejszych stylizacji, kiedy cienie mi się dużo sypią. Powoli przestawiam się do niej też przy wykonywaniu codziennego makijażu, bo po prostu nie mam czasu na późniejsze poprawianie okolicy oczu. Bardzo cenię sobie praktyczność tej techniki, dlatego serdecznie zachęcam Was do skorzystania z tego triku i do podzielenia się ze mną opinią.

Pełny artykuł mojego autorstwa możecie przeczytać tutaj: http://pomaderia.pl/news/1816,technika-odwrocona.
Czy słyszałyście o tej technice? Czy stosujecie? Ja stosuję do mocnych, wyjściowych i eksperymentalno-artystycznych stylizacji, gdzie cienie lubią mi się bardzo sypać. Na co dzień kiedy cienie mi się nie osypują prawie wcale stosuję normalną, standardową kolejność, bo wolę sobie dłużej pospać i przez to przeważnie nie mam zbyt wiele czasu na makijaż przez co nie jest zbyt skomplikowany. 

Do następnego! 

Domi.

28 października 2012

Makijaż inspirowany Halloween: Prawdziwa Diablica

Zmalowałam drugi makijaż na ten sam konkurs, na który malowałam wróżkę  >klik<, żeby zwiększyć swoje ewentualne szanse. Tym razem inspiruję się Halloween. Tytuł tego makijażu to Prawdziwa Diablica. Pomysł przyszedł sam kilka dni temu, tylko potrzebowałam troszkę czasu, żeby go zrealizować. Czuję się dziś trochę lepiej, więc sięgnęłam po pędzle i oto efekty:







Jak widać jest to dość odważny makijaż, ale wg mnie to właśnie takie powinny być stylizacje Halloweenowe. Na oczach jest ogień piekielny, brwi są w kształcie rogów i z ust wyrasta ogonek. Jak Wam się podoba moja propozycja? Widać diablicę i płomienie? W sumie to jakoś szczególnie tego święta nie obchodzę, ale uznałam, że to świetna okazja się pobawić makijażem. Jeszcze może coś uda mi się wymyślić i podzielę się z Wami.
A Wy obchodzicie Halloween? 

Domi.

27 października 2012

TAG: Październik miesiącem maseczek tydzień 4

Październik się kończy i wraz z nim akcja maseczkowa. Na mojej stronie na facebooku do końca października możecie wziąć w udział w konkursie >klik<. Zachęcam Was, bo do wygrania fajna maska z Oriflame. Dzisiaj niestety nic makijażowego nie mam, bo mnie zmogło przeziębienie, ale może jutro się lepiej poczuję i uda mi się coś zmalować.

Chciałabym też w tym momencie podziękować Wam, za to że jesteście i czytacie mojego bloga, bo dzięki Wam on żyje i dajecie mi motywację, żeby dalej działać.
DZIĘKUJĘ! Może za kilka dni zorganizuję jakieś rozdanie, tylko wymyślę najpierw zasady i co będzie nagrodą. ;)


Zamieszczam też wyniki konkursu Makijaż inspirowany gwiazdą. Udało mi się zdobyć 3cie miejsce i to taki mały sukces, z którego jestem zadowolona. Nie ukrywam, że miałam dużą ochotę na pędzle i paletkę, no ale cóż, nie udało się, ale może następnym razem. Dziękuję Wam również za głosiki. ;)


W ostatnim wpisie do tagu Październik miesiącem maseczek zamieszczam recenzje Pauliny, która wygrała ode mnie maseczki w losowaniu na mojej stronie na facebooku. Dostała ode mnie taki oto pakiecik: MarionSpa maskę oczyszczającą, nawilżającą maseczkę Kolastyna, maskę energetyzująco-nawilżającą Dermika Energia i peeling enzymatyczny Lirene. Dostałam dwie recenzje i oto one. 



Lirene – PEELING ENZYMATYCZNY

Peeling bez konieczności tarcia z wyciągiem z owoców – złuszczenie naskórka i oczyszczenie. Formuła peelingu oparta o aktywne działanie kwasów owocowych, skutecznie złuszcza obumarły naskórek oraz usuwa ze skóry wszelkie zanieczyszczenia. Aktywne cząsteczki zmniejszają również widoczność porów oraz pobudzają procesy odnowy komórkowej. Kremowa konsystencja peelingu jest niezwykle przyjemna i delikatna. Po zabiegu skóra jest wygładzona, pełna blasku i świeżości. Peeling enzymatyczny nie wymaga tarcia dlatego jest polecany do wszystkich typów cer. Nie wysusza i nie podrażnia skóry.

Stosowanie:
Dwa razy w tygodniu nanieść peeling na skórę twarzy, omijając okolice oczu i pozostawić na kilka minut. Zmyć ciepłą wodą i zastosować maseczką Lirene dopasowaną do potrzeb skóry.

Recenzja:
Nie przepadam za peelingami enzymatycznymi, wolę mechaniczne gdy czuję że coś się dzieje na twarzy. Ale skoro go wygrałam, to wypróbowałam. Pierwsze wrażenie to zapach – mi się nie podoba, ale kwestia gustu. Co było dalej? Nic nie szczypało, potem zaczęło troszkę, więc zmyłam. 
Efekty: gładkość umiarkowana, ale  szału nie ma, blasku jakoś też nie zauważyłam. 
Podsumowując: nie kupię jej, ale dla fanek peelingów enzymatycznych na pewno warta wypróbowania.

Po peelingu, jak radzi producent, zastosowałam maseczkę- również wygraną.


DERMIKA - ENERGIA  maseczka energetyzująco - nawilżająca

Kremowa maseczka z aktywnym nośnikiem tlenu. Tlen w nośniku zwiększa przepływ krwi w naczyniach, zwiększając dotlenienie komórek skóry i ich witalność. Maseczka daje już następnego dnia poprawę wyglądu cery, jej witalizację, dotlenienie i rozjaśnienie kolorytu. Zwiększa napięcie, nawilżenie, jędrność i elastyczność. Usuwa objawy zmęczenia i stresu. Nadaje skórze zdrowy, młodzieńczy blask. Przeznaczona do cery szarej, zmęczonej. 

Stosowanie:
Nanieś Maseczkę na oczyszczoną skórę twarzy omijając okolice oczu. Lekko wmasuj. Możesz pozostawić ją do wchłonięcia na przykład na całą noc. Jeśli masz zaplanowane wyjście, pozostałość usuń za pomocą zwilżonego wacika po ok. 15-20 minutach. 

Recenzja:
Nie zostawiłam jej na noc, ale nie zmywałam przez jakąś godzinę. Zauważyłam poprawę kolory jeszcze przed zmyciem jej z twarzy, więc pod tym względem godna polecenia. Nawilżenie również całkiem niezłe. Jeśli zobaczę gdzieś w promocji to z pewnością kupię, warta wypróbowania.


Uważam, że akcja była dobrze przemyślana i organizatorka Malina zasługuje na pochwałę. Na jej blogu i wielu innych było mnóstwo akcji i konkursów. Wiele z nas mogło się dowiedzieć, które maski są warte wypróbowania, a które niekoniecznie. Miałyśmy też dodatkową motywację, żeby zafundować sobie cotygodniowe domowe SPA. Jak najbardziej jestem za tym, żeby takich akcji było więcej, bo wiele z nich korzyści.

Do następnego, może do jutra!

Domi.

24 października 2012

Zainspiruj się naturą: Cherry blossom inspired make-up

Na ostatnią chwilę udało mi się dołączyć do zabawy Zainspiruj się naturą. Podoba mi się pomysł i traktuję to jak wyzwanie. Cieszę się, że będę miała okazję systematycznie co tydzień tworzyć coś nowego. Z reguły albo brakowało mi pomysłów albo miałam ich za dużo w danej chwili i nie mogłam się zdecydować co zrobić, a tak mam narzucony temat odgórnie i działa to na mnie motywująco. W tym tygodniu inspirujemy się kwiatami. Uwielbiam prawie wszystko co japońskie,  a szczególnie kwiaty wiśni, więc stąd mój pomysł na ten makijaż.



Nutka zielonego to listki, a kreska przetarta brązowym cieniem to gałązki. Blady i ciemniejszy róż to oczywiście kwiatki. Do ciemniejszego cieniowania użyłam chyba z 4 różnych odcieni, bo nie mogłam uzyskać zadowalającego mnie koloru. Efekt finalny mnie dopiero satysfakcjonuje i z dumą go Wam prezentuję. 

Co o tym myślicie? Czy widać te kwiaty wiśni? Czy czuć japońską wiosnę? 

Do następnego!

Domi.

23 października 2012

Mój makijaż dzienny

Nie było jeszcze posta z moim makijażem dziennym. Dzisiejszy powstał w sumie przez przypadek, bo zapomniałam po wczorajszej próbie makijażu, wyczyścić mój pędzel do blendowania i zostało na nim trochę różu i czerwieni. Miał być brąz, a wyszedł różo-brąz. Ostatecznie chyba było nieźle. Nie miałam czasu zmywać już potem tego różu, wiec zostawiłam tak jak się udało. Całość zajęła mi te 20 minut na szybciutko tuż przed wyjściem z domu na uczelnię. Oczywiście się spóźniłam, bo pociągi uparcie kursują według swoich własnych upodobań, bo co z tego, że z mojej stacji ruszy punktualnie jak potem 100 razy się zatrzyma przed każdą kolejną. W sumie to i tak lepsze to niż męczarnia w korku w autobusie.



Jak tak teraz na te zdjęcia patrzę, które na szybko rano cyknęłam, to jest bardzo różowo. Faktycznie trochę ten brąz w załamaniu było bardziej widać (tu aparat zrobił co chciał - jak zwykle zresztą, bo się nie lubimy, poza tym zaczynam myśleć, że zaczyna ze mną rywalizować o tytuł artysty, bo zawsze wie lepiej jakie kolory uchwycić). Ruchomą część górnej powieki pokryłam różowo-złotym cieniem. W załamaniu miał być brąz, ale wyszedł różo-brąz. Nad załamaniem roztarłam jasny brąz. Do połowy dolnej powieki od zewnętrznego kącika nałożyłam odrobinę perłowego niebieskiego cienia, żeby przełamać ten róż. Nadal jestem wierna paletce Sleeka Oh so special i użyłam jej do tego makijażu. Kreskę zrobiłam moim ulubionym żelowym eyelinerem Rimmela. Usta pomalowałam wygraną z GlossyBoxa pomadką Kryolana - naturalnie różową. Twarz delikatne wykonturowałam bronzerem i tyle. Nic trudnego ani skomplikowanego. Dobrze się w sumie czułam z tym różem, chociaż to nie jest mój ulubiony kolor.
Przeważnie moje dzienne makijaże są podobne do tego, tylko raczej brązowe, a nie różowe. Bez kreski makijaż mi się wydaje blady, a jak mam więcej czasu to jeszcze sobie przyklejam te połówki rzęs Ardell nr 318 (moje pierwsze i najulubieńsze sztuczne rzęsy) i wtedy czuję się jakbym cały dzień kroczyła po czerwonym dywanie. 

A Wam ile czasu zajmuje makijaż poranny? Macie swoje określone schematy czy codziennie tworzycie coś od podstaw? 

Domi. 

21 października 2012

TAG: Październik miesiącem maseczek tydzień 3

Mam dla Was kolejne recenzje maseczek w ramach akcji blogerek. Październik się jeszcze nie skończył i nadal możecie dołączyć, do czego zachęcam.


Znowu przygotowałam recenzje 2 maseczek, tym razem z Avonu z serii Planet Spa.


Kupiłam je ze względu na moje ciągoty do orientu. Japonia i Tajlandia to kraje bardzo bogate kulturowo i fascynują mnie. Skusiła mnie głównie maseczka z sake, bo mam puder ze Skinfood z sake i pachnie po prostu świetnie i miałam nadzieję, że taka maseczka będzie pachnieć równie pięknie i zabieg domowego SPA będzie przyjemniejszy. A teraz do rzeczy.

Planet Spa Japanese Sake and Rice Smoothing Face Mask

Zdaniem producenta: 
Wygładzająca maseczka do twarzy. Formuła "peel off" oczyszcza cerę nadając twarzy świeższy, ładny wygląd.

Sposób użycia: 
Nałóż cienką warstwę na oczyszczoną, suchą skórę, omijając okolice oczu i linię włosów. Pozostaw do całkowitego wyschnięcia (około 20 minut), po czym ściągnij delikatnie maseczkę z twarzy. Stosować raz w tygodniu. 

Moja opinia: 
Maseczka ma konsystencję kleistej, białej mazi. Trzeba uważać przy jej aplikacji, aby faktycznie nie nałożyć jej przy linii włosów, bo mocno się ich trzyma i można je sobie niechcący wyrwać. Po jej zastosowaniu moja skóra jest mięciutka i zdecydowanie świeższa, do tego jest napięta, ale bez efektu ściągnięcia. Maseczka nie wysusza skóry i nie podrażnia. Ściąganie jej jest dość bolesne. Pachnie orientalnie, ale bardziej chyba ryżem niż sake, bo do cudownego zapachu mojego pudru jej dość daleko. Za regularną cenę bym nie kupiła, ale trafiłam na promocję i nie żałuję, bo spodobała mi się.


Planet Spa Thailand Lotus Flower Deep Pore Cleansing Face Mask

Zdaniem producenta:
Maseczka głęboko oczyszczająca pory Tajski Kwiat Lotosu.

Sposób użycia:
Nałożyć cienką warstwę maseczki na twarz omijając okolice oczu i ust. Pozostawić na 5 minut, a następnie spłukać.

Moja opinia:
Niestety bez rewelacji. Zbyt delikatnie oczyszcza jak na moje potrzeby. Zostawia skórę gładszą i lekko nawilżoną i w sumie to tyle. Podoba mi się to, że stosowanie tej maseczki nie wymaga dużo czasu, bo tylko 5 minut. Dość łatwo się zmywa. Zapach mocny i jak dla mnie zbyt słodki. Na szczęście ją też w promocji kupiłam, więc tak bardzo nie żałuję. Nie kupię jej ponownie, bo jest za słaba jak na moje potrzeby.


Nadal możecie dołączyć do akcji. A jeśli nie to poświęćcie chwilkę na domowe SPA, bo warto aby z każdym dniem być coraz piękniejszą.

Któraś z Was miała do czynienia z tymi maseczkami? Jakie są Wasze opinie?

Do następnego!

Domi.

16 października 2012

Makijaż inspirowany gwiazdą


Postanowiłam wziąć udział w konkursie, do którego zamieszczam link http://trustmyself-make-up.blogspot.com/2012/09/konkurs-z-bh-cosmetics.html.
Zadanie konkursowe to wykonać makijaż inspirowany gwiazdą. Dość trudne nie ukrywam, bo nie polega to na wiernej kopii makijażu gwiazdy. Dlatego ja stawiam na dość swobodną interpretację. 
Od dłuższego czasu podziwiam Olivię Wilde za niesamowitą jak dla mnie urodę oraz zdolności aktorskie. Mój makijaż nawiązuje do jej nazwiska Wild-e. Zainspirowałam się kolorami dzikich kotów i zastosowałam dość nietypową kreskę. Olivia jak dla mnie ma też w sobie coś właśnie z takiego lekko kociego uroku i otacza ją taka tajemnicza aura. Oliwka w zębach jest niezaprzeczalnym nawiązaniem do jej imienia i wydała mi się niezbędna. 




Co o tym myślicie? Jak się Wam podoba moja interpretacja tematu? 

Do następnego! 

Domi.

14 października 2012

Make-up from the music video: Flyleaf - Sorrow

Po raz kolejny zmierzyłam się z tym makijażem, bo tak bardzo mi się podoba. Pierwsze podejście było rok temu i powiem nieskromnie, że różnica jest ogromna i na podstawie tego makijażu mogę ocenić jak bardzo się rozwinęły moje umiejętności w tym kierunku. 
Pozwolę sobie zamieścić kilka screenów z filmiku. Jeśli jednak ktoś chce zobaczyć jak makijaż się prezentuje na samej Lacey Mosley to odsyłam tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=eztZ6mvWCcs





Bardzo mi się to podoba i jestem pod niesamowitym wrażeniem. Jest taki trochę mroczny i drapieżny w pewnym stopniu, a na pewno nietypowy i niecodzienny, czyli to wszystko co ja lubię najbardziej, bo bardzo cenię oryginalność i kreatywność. 
Zrobiłam też szybki tutorial, bo nie jestem zadowolona z tutoriali tego makijażu dostępnych na youtubie, bo przeważnie prezentowały look dość odmienny od oryginalnego. Wydaje mi się, że mi wyszło bardzo podobnie do oryginału. 

Krok 1: Nakładam bazowy cień - jasny szary. 

Krok 2: Na powiece ruchomej nakładam średni szary. 

Krok 3: Nad załamaniem rozcieram ciepły, jasny brąz.

Krok 4: Czarnym żelowym eyelinerem rysuję wzdłuż linii rzęs kreskę lekko wyciągniętą i wygiętą odrobinę do góry, następnie cztery równoległe różnej długości skierowane ukośnie do dołu kreski na dolnej powiece.

Krok 5: Linię wodną przyciemniam czarną kredką. Środek dolnej powieki zaznaczam czarnym matowym cieniem. 

Krok 6: Rysuję dwie dopełniające kreski białą kredką i tuszuję rzęsy.

Efekt końcowy.

Dla porównania stare zdjęcie sprzed roku z również moją wersją tego makijażu. Ja widzę bardzo duży postęp. Teraz wyszło dużo lepiej. 

A Wy co o tym myślicie? Czy udało mi się odwzorować makijaż z tego klipu? 

Do następnego! 

Domi.

12 października 2012

TAG: Październik miesiącem maseczek tydzień 2

Niestety nie miałam czasu nic w tygodniu napisać, bo bieganie na zajęcia na dwóch różnych wydziałach daje mi się we znaki oraz byłam zajęta rozdaniem na mojej stronie na Facebooku. Rozdałam 4 maseczki: nawilżająca od Kolastyny, Dermika Energia, MarionSpa oczyszczająca i peeling enzymatyczny Lirene. Czekamy na recenzje od zwyciężczyni, która wyraziła zgodę na ich publikację na tym blogu. Nagrodę sponsorowałam ja w ramach akcji Październik miesiącem maseczek. Planuję nowy konkurs również przez Facebooka, więc zachęcam do polubienia strony i śledzenia newsów.

A teraz do rzeczy. Mam kolejną porcję maseczkowych recenzji. Znowu dwie, ale tym razem jednej firmy, którą bardzo lubię i jestem konsultantką od kilku lat. Maseczki Oriflame Pure Nature. 


Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask

Zdaniem producenta: 
Złuszczająca maseczka z organicznym ekstraktem z jaśminu. Usuwa zrogowaciałe komórki naskórka, odsłania gładką, świeżą i bardziej promienną skórę. W 100% organiczny ekstrakt z jaśminu działa relaksująco. Do cery normalnej i mieszanej. 

Sposób użycia: 
Rozprowadzić równomiernie na oczyszczonej twarzy omijając okolice oczu. Odczekać 20 minut, aż maseczka zaschnie, następnie delikatnie ściągnąć, zaczynając od dołu. 

Moja opinia:
To moje któreś już kolejne opakowanie, znaczy że jestem zadowolona. Maseczka jest dość delikatna i nie podrażnia skóry. Konsystencja kleista jak na maseczkę typu peel-off przystało. Stosunkowo łatwo się ją rozprowadza, a później bez problemu ściąga. Skóra jest potem fajnie odświeżona. Jedyny minus to mocny zapach i jeśli przypadkiem rozprowadzimy za blisko oczu, to powoduje nieprzyjemne pieczenie, a nawet łzawienie. Nakładając ją na twarz omijam oczy bardzo szerokim łukiem. 


Pure Nature Organic Burdock Extract Purifying Clay Mask

Zdaniem producenta: 
Oczyszczająca maseczka z glinką i organicznym ekstraktem z łopianu. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Do cery normalnej i tłustej. 

Sposób użycia:
Rozprowadzić na oczyszczonej twarzy, omijając okolice oczu. Odczekać 10 minut, aż maseczka zaschnie, następnie zmyć.

Moja opinia:
To również jest już moje kolejne opakowanie - zawsze kupuję je razem jak są w promocji. Również nie podrażnia i pachnie delikatniej niż ta z jaśminem. Faktycznie usuwa nadmiar sebum i zostawia skórę fajnie oczyszczoną i zmatowioną, a do tego też trochę wygładza. Łatwo się rozprowadza i również łatwo ją zmyć. Działań nieporządanych nie zaobserwowałam.


W przyszłym tygodniu recenzje kolejnych dwóch maseczek i czekamy na recenzje Pauliny, która wygrała maseczki w losowaniu na Facebooku. 

Biorę też udział w rozdaniu http://in-makeup-world.blogspot.com/2012/10/rozdanie.html. Może mi się w końcu poszczęści w jakimś losowaniu...

Do następnego! 

Domi.

4 października 2012

TAG: Październik miesiącem maseczek tydzień 1

Tak jak obiecałam przybywam z porcją maseczek.



Na pierwszy rzut mam dla Was dwie maseczki i moje krótkie recenzje. Oto i one.


Manuka Oil Face Pack
Antybakteryjna maska do twarzy z olejkiem Manuka

Zdaniem producenta: 
Delikatnie oczyszczająca maska pomaga walczyć z różnego rodzaju kłopotami skóry wywołanymi przez bakterie. Zapobiega lub minimalizuje powstawanie stanów zapalnych. Przeznaczona w szczególności dla cer tłustych oraz ze zmianami trądzikowymi. 

Sposób użycia: 
Nakładać cienką warstwę na oczyszczoną skórę twarzy. Po ok. 20 minutach zmyć ciepłą wodą. Stosować 2 razy w tygodniu. 

Moja opinia:
Jest to prawdziwy miód na moją cerę i dzięki niej mam znacznie mniej problemów. Nie pozostawia efektu ściągnięcia skóry. Nie wysusza, tylko delikatnie oczyszcza skórę. Wspaniale łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Warto ją mieć. 


TheFaceShop Black Head EX Nose Clay Mask 

Zdaniem producenta: 


Maseczka peel off na bazie glinki głęboko oczyszczająca nos. Zawiera ekstrakty z morwy, czarnego ryżu oraz nasion łzawicy ogrodowej, które zmiękczają skórę i osadzone na niej zanieczyszczenia oraz rozpuszczają zaskórniki.

Sposób użycia: 
Nakładać grubą warstwę na nos. Pozostawić do całkowitego wyschnięcia. Zerwać. Pozostałości zmyć wodą. Stosować nie częściej niż raz w tygodniu.

Moja opinia:
Oczekiwałam wiele od tej maseczki gdy ją zamawiałam i troszkę mnie zawiodła. Przyznaję, że jakieś efekty są, ale cudów w postaci idealnie oczyszczonego nosa nie ma. Zrywanie jej naprawdę boli i aż mi łzy same lecą, ale w sumie żeby być piękną trzeba czasami swoje wycierpieć. Ograniczam jej stosowanie jak tylko mogę ze względu właśnie na ten ból przy zrywaniu i może stosuję raz czy 2 w miesiącu. Też warto mieć coś takiego. 


Następna porcja maseczek w przyszłym tygodniu.

Domi.

2 października 2012

TAG: Październik miesiącem maseczek

Zachęcona przez Klaudię również postanowiłam wziąć udział w akcji, bo wydaje mi się całkiem fajna i jeśli mam tym zachęcić dziewczyny do stosowania maseczek, to myślę, że warto się przyłączyć. ;)




Taguję też wszystkie moje obserwatorki i zachęcam do udziału w zabawie! Poświęćmy chwilkę na domowe spa, bo przecież wszystkie jesteśmy pięknie i po prostu bądźmy coraz piękniejsze. 




Czas trwania: PAŹDZIERNIK


Celem tagu jest:

- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu

Zasady tagu:


- umieść baner z linkiem do inicjatora tagu MALINY,
- napisz, kto Cię otagował,
- zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki,
- otaguj minimum 5 osób
- umieścić zasady tagu w poście na swoim blogu,
dopisz się do listy moich obserwatorów i MALINY


Niedługo przybędę z pierwszą październikową maseczką! 

Domi.

1 października 2012

Ulubieńcy września

Nadszedł ten dzień, kiedy to trzeba usiąść i przejrzeć zawartość kosmetyczki i przyznać się co wg mnie było absolutnym hitem minionego miesiąca. Oto i oni - moi ulubieńcy! 


1. Puder Skin Food Peach&Sake

Mój faworyt już od roku. Dobrze matuje, ale nie daje ciężkiego efektu. Dodatkowo pięknie pachnie brzoskwinią i sake. Jest też bardzo wydajny - już od prawie roku używam go niemalże codziennie i nadal sporo go mam. 

2. Paletka Sleek Oh so special

Najwięcej jej używałam we wrześniu. Optymalne połączenie delikatnych i mocniejszych cieni, dzięki któremu wykonywanie makijażu jest łatwe i przyjemne. Świetnie się nadaje do makijażu dziennego, ale też wieczorowego. Można nią stworzyć naprawdę fajne makijaże.

3. Żelowy eyeliner Rimmel

Absolutny hit! Jak robiłam kreskę to tylko tym eyelinerem. Załączonym małym i precyzyjnym pędzelkiem, można rysować kreski cienkie, grube i jakie nam się tylko zamarzą. Można uzyskać różne poziomy intensywności koloru w zależności ile nałożymy. Żelowy eyeliner schnie troszkę dłużej, więc jeśli chcemy go poprawić czy rozetrzeć to mamy dużo czasu na to. Jest trwały i nie rozmazuje się.

4. Szminka Rimmel by Kate nr 010

Jako fanka czerwonych szminek skusiłam się i na tą. Ma piękny leciutko malinowy odcień i podobno jest to ulubiona szminka samej Kate. Długo się trzyma na ustach i nie traci koloru. Dla mnie super.

5. Podkład Revlon Colorstay combination/oily skin 180 sand beige

Nie miałam lepszego podkładu niż ten! Jest po prostu rewelacyjny. Mocno kryje i jest bardzo trwały, że makijaż bez poprawek utrzymuje się cały dzień. Właśnie takiego podkładu szukałam, takiego który będzie nie-do-zdarcia. Jedyny minus, że trzeba go szybko i dobrze nałożyć, ponieważ się utrwala na skórze - ja sobie poradziłam z tym używając małej gąbeczki. Naprawdę polecam!

6. Krem Bioderma Pore refiner

Używany na dzień pod podkład trochę zmniejsza pory i są mniej widocznie. Spektakularnego efektu idealnie gładkiej cery nie mam, ale zawsze odrobinkę lepiej wygląda.

7. Krem Dermika Aquaoptima

Kremik na dzień z filtrem o działaniu głęboko nawilżającym. Niweluje efekt napięcia, dobrze nawilża i nadaje skórze elastyczności.

8. Róż Astor SkinMatch Blush 002 peachy coral

Delikatny róż, z którym bardzo ciężko przesadzić. Nadaje subtelny kolor, dzięki czemu rumieńce wyglądają bardzo naturalnie. Nie zostawia plam na policzkach, tylko fajnie się wtapia. Naprawdę super.

9. Błyszczyk Astor Soft Sensation Liquid Care 111 irresistible

Jak nie przepadam za błyszczykami to ten mi się spodobał i dość często go używałam. Nie klei się. Jest dość trwały jak na błyszczyk. Nadaje delikatny kolor. Usta są miękkie, nawilżone i całuśne.

10. Zestaw do brwi Oriflame Beauty

Do tej pory przeważnie używałam brązowych cieni do powiek, chcąc poprawić kształt brwi, jednak skusiłam się na ten zestaw i muszę przyznać, że jestem zadowolona. Ciemny odcień jest dla mnie odrobinkę za ciemny i muszę z nim ostrożnie postępować. Fajnie, że dodatkowo wosk układa brwi i nadaje im troszkę połysku. 


To by było na tyle z mojej czołówki ulubieńców września. Ciężko było wybrać, ale w końcu się zdecydowałam na to, po co najczęściej sięgałam. Wszystkie te produkty są warte polecenia - przynajmniej ja na pewno jestem z nich bardzo zadowolona. 

Do następnego! 

Domi